Samotna podróż

Za pół roku skończę trzydzieści lat. Niby to tylko cyferki, ale ja w swoich bebechach czuję, że nadciąga nowe. Lepsze. Jedną z pozycji „zrobić przed 30” była samotna podróż. I jeśli teraz wyobrażacie sobie przedzieranie się przez dżunglę albo rejs dookoła świata, to was rozczaruję. Bo ja po prostu pojechałam do Torunia na jedną noc.



I to nie chodzi o to, że ja żyję w piwnicy i nie widuję nic poza swoim miastem. Ja po prostu nigdzie nie pojechałam sama, bo właśnie tak chciałam. Wyjeżdżam ze znajomymi, wyjeżdżam z konkubentem, ale sama to raczej się tylko przemieszczam. No to pojechałam.

Oczekiwania

Spodziewałam się, że będzie zupełnie inaczej niż podczas wyjazdu z innymi ludźmi. Bo przecież każda decyzja należała będzie tylko do mnie i wszystko będę robić po swojemu. Nie będzie żadnych kompromisów.

I rzeczywiście tak było, ale samotny wyjazd nie odbiegał aż tak bardzo od innych wyjazdów, jak myślałam. Doszłam do wniosku, że po prostu mam idealnie dobranych kompanów – mamy te same priorytety i większych zgrzytów pomiędzy nami nie ma. Czymś się jednak ta wyprawa różniła.

Rzeczywistość

Nie miałam wyrzutów sumienia, że kogoś gdzieś ciągam. Uwielbiam godzinami chodzić po ZOO i robić zdjęcia KAŻDEMU zwierzakowi. Teraz mogłam to robić na spokojnie i nie gonić za towarzyszami. Nie musiałam też rezygnować z odwiedzania najdalszych wybiegów. Przy każdym zwierzaku miałam tyle czasu ile chciałam – dla mnie to raj na ziemi.

Drugim moim wyjazdowym hobby są muzea. Często trafia się, że wystawy są nudne jak flaki z olejem i zawsze wtedy czuję, że zmarnowałam czas namawiając resztę na ten pomysł. A jak byłam sama, to problem znikał – jak było nudnie, to po prostu oglądałam szybciej. I takim to sposobem odwiedziłam sześć toruńskich muzeów w swoim tempie. Było warto!

Jednak najlepsze w tym wyjeździe było poczucie odpowiedzialności tylko za siebie. Jeśli wsiadłam w zły autobus, to na luzie wysiadłam i skorygowałam swój błąd. Bez zbędnego gadania i tłumaczenia się. A musicie wiedzieć, że mam ogromny problem z określeniem kierunków. I czasem zdarza mi się być święcie przekonaną, że mam rację, kiedy idę w inną niż powinnam stronę 😉

Po raz pierwszy też wypiłam sama kawę w kawiarni. Dla innych to codzienność, a dla mnie życiowe wydarzenie. Bo jeśli już jadam/pijam na mieście, to zawsze z kimś. Samotne jedzenie nie było złe i nie czułam się niezręcznie, ale jednak wolę mieć z kim pogadać jak się czeka na papu. I podjadać temu drugiemu 😉

Połknęłam bakcyla na takie samotne mini-podróże. Jedyne, czego mi brakowało, to czasu. W Toruniu zakochałam się od pierwszego wejrzenia i nie było opcji, żeby poznać go w dwa dni. Mnogość nowych bodźców nie pozwoliła mi też w spokoju pogadać z samą sobą, a o to mi w tym wyjeździe chodziło. No cóż, trzeba planować kolejny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *