Przeczytane w styczniu

W tym roku odpuściłam sobie wyzwanie 52 książek, bo po kilku latach nie stanowi to już dla mnie żadnej trudności. Lubię czytać, w jednym miesiącu czytam więcej, w innym mniej. W skali roku spokojnie wychodzi mi ta jedna książka tygodniowo.

W styczniu trochę zaszalałam i przeczytałam aż osiem pozycji. Nie przedłużając zapraszam na moje mini recenzje.

1. Hunter Davies „John Lenon. Listy.”

John Lenon listy

Od dawna chciałam spróbować nowego gatunku literackiego i sprawdzić, jak mi się czyta listy. Przeczytałam i stwierdzam, że to zdecydowanie nie są moje klimaty. Czułam się, jakbym wchodziła z buciorami do czyjegoś życia, przecież to są PRYWATNE zapiski! Listy ułożone są chronologicznie i wzbogacone komentarzami autora książki. Nie jest to biografia, ale spokojnie dzięki tym wszystkim listom można poznać historię Johna. Ogólnie mi książka nie podpasowała, ale fani Beatelsów na pewno będą zachwyceni.

2. Jacek Walkiewicz”Pełna Moc Życia”

Książka z działki „samorozwój”. Jeśli ten temat jest nam znany, to w tej pozycji nie znajdziemy niczego nowego. Jednak bardzo spodobały mi się słowa autora, który pyta: skoro już to wszystko wiesz, to czemu zamiast coś robić, czytasz kolejną książkę? Przyznaję mu 100% racji! Książka napisana w bardzo przyjemny sposób, ale nie oszukujmy się, że samo czytanie odmieni nasze życie. Polecam początkującym w temacie, a inni niech się wezmą do wykorzystywanie swojej wiedzy w praktyce 😉

3. Tove Jansson. „Muminki cz. I”

Uwielbiałam bajkę Muminki jako wieczorynkę. Dzięki nim, środa to był mój ulubiony dzień tygodnia. Za dzieciaka przeczytałam wszystkie części, a po kilkunastu latach postanowiłam do nich wrócić. I przyznam, że mam trochę mieszane uczucia. Rozchodzi się głównie o przedstawienie roli płci. Absolutnie nie jestem za paleniem książek na stosie, ale jak czytałam dialogi panny Migotki, to zęby mi zgrzytały. Oglądając wieczorynkę utożsamiałam się z kilkoma postaciami. Czytając książkę świadomie – z żadną. Większość mnie po prostu irytowała. Mimo wszystko dla tych wszystkich trolli mam miejsce w serduszku.

4. Małgorzata Musierowicz „Feblik”

Zawsze kiedy czuję się trochę przygnębiona sięgam po Jeżycjadę. Uwielbiam klimat tego wszechobecnego spokoju. Po tych kilkunastu częściach zżyłam się z tymi wszystkimi bohaterami i aż mi smutno, że to (aktualnie!) przedostatnia część cyklu. A ta część jakoś wyjątkowo mi się podobała – fajnie jest czytać o młodych, zakochanych ludziach 😉

5. Merle Hilbk „Czarnobyl Baby. Reportaże z pogranicza Ukrainy i Białorusi.”

O Czarnobylu wiele już napisano, ale w większości opisywana jest Ukraina. Tutaj niemiecka dziennikarka przedstawia temat od strony Białorusi. I trochę przez pryzmat obywatelki Niemiec. Nie znajdziemy tu ckliwych opisów, a raczej codzienne życie i wspomnienia ludzi żyjących w strefie. Niby nic spektakularnego, ale składając poszczególne klocki, możemy sobie wiele dopowiedzieć. Czyta się ciężko, ale warto!

6. Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm po polsku”

Krótka książeczka przedstawiająca minimalizm w polskich realiach. Nasza trudna historia sprawiła, że jest nam wyjątkowo ciężko zmienić swój sposób myślenia i przywiązanie do przedmiotów. Autorka szanuje nasze przyzwyczajenia i zamiast wydawać nam rozkazy (jak w większości zagranicznych pozycji w tym temacie) po prostu nam tłumaczy dlaczego, po co i jak. Przeczytałam w jeden wieczór, ale zostaje na półce zdecydowanie na dłużej.

7. Marek Łuczak „Szczecin Gumieńce Świerczewo”

Jestem lokalną patriotką. Interesuję się sprawami zarówno całego miasta, jak i mojego osiedla. Od dawna przymierzałam się do tej książki, aż w końcu dopadłam ją w bibliotece. W środku mamy dużo historii i dużo starych zdjęć. Mieszkam tu dopiero sześć lat, na miejscu mojego blogu jeszcze 10 lat temu był las, ale czuję klimat tego osiedla i cieszę się, że w końcu poznałam też i historię. Jak będziecie kiedyś w Szczecinie, to zapraszam też na Gumieńce 😉

8. Hope Jahren „Lab girl”Na koniec moje (jeszcze) niespełnione marzenia. Uwielbiam książki w takich klimatach. Cieszę się, że chociaż w taki sposób mogę sobie wejść do labu i brać udział w eksperymentach. Książka opisuje świat naukowców i obala mit, że  zajmują się głównie badaniami. Niestety, dużą część ich czasu pracy zajmuje biurokracja i kopanie się z koniem.  To po prostu zawód, do którego trzeba pasji 😉

Nieskromnie powiem, że jestem dumna ze swojego stycznia. A jak tam u Was z czytaniem w nowym roku? Macie jakieś postanowienia? I będę bardzo wdzięczna za polecenie mi książek w klimacie Lab Girl!

PS. Przepraszam za ten bałagan na blogu (przenosiny z bloggera na wp) i za zdjęcia (uczę się nowego aparatu). Obiecuję, że ten bajzel jest tylko chwilowy i już niedługo prawieogarniam będzie miało nową, lepszą jakość 😉 No i cieszę się, że nawet po takiej długiej przerwie dalej ze mną jesteście 😉