Przeczytane w marcu

Wyjątkowo zimny marzec sprawił, że znowu zrobiłam nadlimit w przeczytanych książkach. Czy żałuję? Ani trochę! 😉 Co prawda stos książek czekających w kolejce do przeczytania odrobinę zmalał, ale lista tych, które chcę przeczytać niebezpiecznie się wydłuża. To jest po prostu błędne koło i chyba nie dożyję momentu, w którym będę mogła powiedzieć „nie mam co czytać”. I to jest całkiem dobra wizja!

W marcu znowu jest mix gatunków, ale u mnie to już chyba standard.

1. Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą (A. Ahlers, Ch. Arylo)

Zacznę może od tego, że nie wierzę, że kolejny czytany poradnik zmieni moje życie. Właściwie czytam je, żeby poszerzyć wiedzę o samej sobie. Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą w ciekawy sposób pokazuje, jak człowiek potrafi sam się sabotować i ograniczać. Opisano w niej kilka takich wewnętrznych złośnic, które utrudniają nam życie np. Pochłaniaczka Osiągnięć czy Królowa Porównań. Potem autorki próbują powiedzieć jak z nimi „walczyć”, no ale akurat do mnie te metody nijak nie przemawiają. Także tego, pierwsza połowa książki świetna, druga niekoniecznie 😉

2. Prawdziwa królowa. Elżbieta jakiej nie znamy. (Marr Andrew)

Po przeczytaniu tej książki odetchnęłam z ulgą, że urodziłam się w normalnej polskiej rodzinie 😉 To pozycja biograficzna, która daje nam poczucie dużo szerszej perspektywy. Myślałam, że to będzie opis życia królowej przeplatany anegdotkami, ale nie. Mamy tu obszernie przedstawione tło historyczne i wyczerpujące opisy obowiązków królowej. Szczerze mówiąc, byłam przerażona tym, jak etykieta ograniczała swobodę życia rodziny królewskiej. Jeśli więc ktoś zazdrości królowej życia w pałacu i licznych garsonek, to polecam przeczytać 😉

3. Mały zeszyt osiędbania (Blimsien)

Może nie jest to typowa książka, ale chciałabym ją polecić wszystkim kobietom szukającym własnego ja. Chciałabym ją przeczytać 10 lat temu, skróciłoby mi to drogę 😉 W osiędbaniu nie znajdziemy przepisów na domowe maseczki, bo ten mini poradnik dotyczy głównie wnętrza, poukładania sobie w głowie najważniejszych dla nas spraw. Prawdziwe GIRL POWER!

4. Był sobie pies (W. Bruce Cameron)

Jakie to smutne i piękne zarazem! Książka napisana w pierwszej osobie, a właściwie w pierwszym psie 😉 Opisuje on kilka swoich żyć m.in. pobyt w schronisku i wspaniałe życie na farmie. Wrażliwcom polecam zaopatrzyć się w chusteczki. Powstał też film, koniecznie muszę go obejrzeć 😉

5. Pod wędrownym aniołem (Joanna Maria Chmielewska)

Pozycja wyjątkowa, bo autorka mieszkała w miasteczku niedaleko mojej wsi. Książka opowiada o spełnieniu marzenia: zamieszkaniu w górach i zarabianiu na tym, co się kocha. Autorka zakłada tam dom gościnny, ale też angażuje się w życie społeczności. Interesuje się tamtejszą historią, architekturą i sztuką. Po prostu wsiąka w tamten klimat. No i oczywiście pisze książki 😉 Czytało się szybko, łatwo i przyjemnie. Pozycja obowiązkowa, dla wszystkich, którym marzy się „domek w górach” 😉

6. Czarny manuskrypt (K. Bochus)

Polski kryminał zaczynający się od morderstwa dwóch księży. Mamy kościół, historię i skorumpowanych urzędników. Akcja trochę się ślimaczy, ale opisy sprawiły, że mam ochotę wybrać się na zamek w Malborku. Jeśli spotkacie tę książkę kiedyś w bibliotece, to bierzecie 😉

To moja szóstka na ten miesiąc, a Wy co ciekawego przeczytaliście? Znacie jakieś dobre kryminały, ale takie które sprawią, że zarwę nockę? 😉