Trzy pierwsze razy #1

Odkąd pamiętam, to mama kupowała „coś nowego na spróbowanie”, więc otwartość na nowe smaki wyniosłam chyba z domu. I chociaż tamte „nowe” smaki dzisiaj wydają się powszednie (np. paluszki krabowe), to na tamte czasy to było bardziej ekskluzywne niż momenty u Amaro 😉 
Dzisiaj w sklepach można dostać praktycznie wszystko, ale podczas codziennych zakupów rzadko kiedy zwracamy uwagę na produkty inne niż na naszej stałej liście zakupów. Dlatego od czasu do czasu wybieram się na „wycieczkę” po sklepach w poszukiwaniu nowych smaków. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi eksperymentami. Przy niektórych chciałoby się krzyknąć: nie próbujcie tego w domu! 

1. KASZTANY WODNE

Kasztany wodne stosuje się jako dodatek do dań w potrawach azjatyckich. Ja tam zaryzykowałam i próbowałam ich solo. No cóż, szału nie robią: chrupią jak rzodkiewka, trochę czuć mąką, ale ogólnie takie nijakie. Czyli faktycznie, jako dodatek do jakiegoś mięcha i porządnego sosu nadadzą się idealnie 🙂 

2. CZERWONE BANANY 

Kupiłam je dzisiaj i próbowałam też dzisiaj. I to był błąd. Nie dość, że musiałam obierać je nożem, to w smaku okazały się po prostu niedojrzałe. Twarde, cierpkie, no fujka 😉 Doczytałam w internetach, że trzeba poczekać aż będą miały ciemniejsze kropki. Ale podobno nie ma co sobie robić nadziei na nadzwyczajny smak – mało różnią się od żółtych kuzynów. 

3. CHAICOLA

Teoretycznie jest to cola z ekstraktem z herbaty, ale smakuje jak roztopione żelki o smaku coli. Dokładnie ten sam (pyszny!) smak chemii 😉 
A jak tam u Was z podejściem do nowości? Lubicie nowe smaki, czy wolicie te tradycyjne?

PS Testowałam z siostrą, sama nie miałam tyle odwagi 😀