Dlaczego nie chcę (dzisiaj) mieć dzieci?

Mam 27 lat, tytuł magistra inżyniera, własną firmę, a przede wszystkim wspaniałego partnera. Mamy też swoje mieszkanie, a czasy kiedy żyliśmy od pierwszego do pierwszego dawno już za nami. Nie zliczę ile razy słyszałam sakramentalne pytanie: kiedy dziecko? 
Zwykle moja odpowiedź jest mini atakiem. Odgryzam się dziecinnymi tekstami typu „jak się dwie niedziele do kupy zejdą”, albo „jak Bóg da”. Od dzisiaj chyba zacznę mówić prawdę: po prostu nie jestem gotowa. 
Teoretycznie zachowujemy się jak dorośli ludzie, ale to tylko pozory. Uwielbiamy oglądać kreskówki i napieprzać całe weekendy w gry komputerowe. Podczas rodzinnych spotkań marzymy o tym, żeby ktoś powiedział, że możemy już odejść od stołu i pobawić się w swoim pokoju. Cała ta nasza dorosłość sprowadza się do tego, żeby odbębnić obowiązki i mieć święty spokój. Jesteśmy dzieciakami, którzy nie mają jeszcze ochoty dorosnąć. I mamy do tego święte prawo!
Czasem coś tam nam w głowie zaświta i dochodzimy do wniosku, że fajnie byłoby przekazać nasze zajebiste geny. Mamy już wybrane imię (pod uwagę bierzemy tylko chłopca) i wiemy jakie wartości chcemy mu przekazać. Ba! Mamy już nawet przygotowanych kilka wkrętów, które udają się tylko z dziećmi – chłopak nie będzie miał z nami łatwo 😀 
A później słyszę lub czytam o trudach rodzicielstwa. O tym, że zwykłe wyjście ze znajomymi organizacyjnie urasta do rangi wyprawy na Marsa. Że nie ma się czasu spuścić wody w toalecie (autentyk! nie uwierzyłabym, gdybym nie słyszała tego na własne uszy), że zakupy trwają dwa razy dłużej, że nic już nie jest takie jak w mitycznych czasach „przed dzieckiem”. I tak jak jestem w stanie jeszcze zrozumieć zmęczenie fizyczne, to przeraża mnie wszystko to, co dzieje się w psychice obojga rodziców. 
Jeśli mnie to przeraża, to chyba moje własne bebechy jasno dają mi znać, że to jeszcze nie pora. A pytania „kiedy” jeszcze bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie teraz. Teraz to ja chcę spontanicznie chodzić do kina, imprezować całą noc, czy jechać z koleżankami na weekend do Gdańska. Chcę rozwijać siebie i swoją firmę. Chcę i mogę. Teraz to oboje chcemy pobyć jeszcze trochę takimi dzieciakami odpowiedzialnymi tylko za siebie.
Zdaję sobie sprawę, że ciąża trwa dziewięć miesięcy m.in. po to, żebyśmy się oswoili z myślą, że wszystko się zmieni. Jedne rzeczy zmieniają się na lepsze, inne na gorsze – rozumiem to. Czekam tylko na moment, w którym to po prostu poczuję. Chcę, żeby ta jedna z najważniejszych życiowych decyzji pojawiła się najpierw w sercu, a nie tylko w mózgu. 
Na koniec wyjaśnię jeszcze tytuł. Słowo klucz – dzisiaj. Bo jutro to możemy wpaść, a za trzy tygodnie na świecie pojawi się mój bratanek i nie ręczę za swoje hormony 😉