Niedzielnik 4/2016

Uff, całe szczęście, że ten tydzień się już kończy. Jak w pewnych sprawach sobie wyluzowałam, tak w innych spięłam i zafundowałam sobie emocjonalną jazdę bez trzymanki. Nikomu nie polecam. Oj, ciężki ten rok, ale wbrew pozorom zaczyna mi się to wszystko podobać 😉 
Na blogu trochę zmian. W końcu zdecydowałam się na nową domenę i zmianę szablonu. Panuje tu jeszcze niezły bajzel, ale jakbym czekała na idealny moment to… prędzej zamknęłabym bloga niż cokolwiek by się tu zmieniło. Tematyka też powoli będzie ewoluować, raczej w stronę organizacji, lifestyle i może czasami poopowiadam o tym, czym się zajmuję. 
Ciężko mi się też przestawić z kurodomowienia na bizneswomenowanie 😉 Nigdy nie sądziłam, że będę miała taki problem z oddelegowaniem pewnych zajęć. Oczywiście jak każda głupia baba uważam, że wszystko robię lepiej. No bo jak można kupować gotowe sałatki ziemniaczane, w których jest 50% warzyw?! Pora więc zmądrzeć i zaufać swojemu chłopu. Zacisnąć zęby i dostosować się do jadłospisu ułożonego przez P. – teraz to my na pewno schudniemy! 😀 
Jak się dostaje tak zaadresowaną przesyłkę i otwiera listonoszowi w kiecce uhahana po pachy (oglądaliśmy IT Crowd), to nie można się dziwić że się dziwnie uśmiechnie. Spiekłam raka i… zmieniłam nazwę bloga 😉
Dawno nie brałam udziału w konkursach, ale coś mnie tknęło, żeby wysłać kod z Laysów. No i mam koszulkę 😉
Ten słodki kociak z wcześniejszego zdjęcia jest niestety bardzo łowny. I tak kocha swoją panią, że przynosi jej swoje ofiary żywe. Ptaszek nie wygląda na zadowolonego z życia, ale już sobie szczęśliwie lata po niebie 😉
Na koniec przedstawiam Wam najlepszy szczeciński specjał – paszteciki. Jak byłam mała, to mama przywoziła je zawsze z konferencji. Potem na długie lata o nim zapomniałam, a jakiś czas temu przypomniała mi o nich siostrzenica 😉 Jak będziecie kiedyś w Szczecinie, to koniecznie spróbujcie! 🙂
A teraz pora wykorzystać resztkę niedzielnego wieczoru na małe domowe SPA i naładowanie akumulatorów na nadchodzący tydzień. Ciao!